niedziela, 14 lutego 2010

14 lutego- so what!



Po sobocie ciężko. Sama w durne Walentynki- też ciężko. Ale po co załamywać ręce kiedy można je wykorzystać do czegoś bardziej konstruktywnego- patrz stanie na rękach. Dzień zaczęłam własnoręcznie upieczonym chlebem (dziękuję Truflo. Miałaś racje- nie może się nie udać). To mój pierwszy. Jest śliczny. Nie jest idealny, ale jest mój. A potem poszłam po całości- zrobiłam angielskie ciasto śmietanowe ze złotym syropem. Tak wspaniałe, że wręcz niemoralne. I tyle na dziś. Chciałam się tylko pochwalić.
Ps. praktyki nie było. Za smutna byłam.

5 komentarzy:

  1. Moja Droga,

    Jestem z Ciebie dumna!
    Upiekłaś piękny bochen i owszem, jest idealny:D

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmm - piekne i apetyczne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja myślę, że pieczenie chleba to też praktyka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Patrycjo, Perdo: dziękuje za komplementa :)))

    Pru: masz racje. gotowanie to ostatnio moja równoległa praktyka. Często jest tak, że wyginam ciało na na kuchence coś miło pyrka albo pachnie z piekarnika. Dziś pachniały bułeczki orkiszowe. Mmmm bajka

    OdpowiedzUsuń
  5. A czy ja mogę Cię prosić o maila do mnie na paprik.papriken@gmail.com? Nie znalazłam tu nigdzie kontaktu do Ciebie a chciałabym Cię zapytać o coś dot. jogi:)

    OdpowiedzUsuń