piątek, 22 stycznia 2010

początek


Wypadało by coś od siebie. Kobieta, matka, żona, nauczycielka jogi.
Mam przyjaciółkę na stałe mieszkającą w Londynie. Razem skończyłyśmy paraartystyczne studia, tu w Polsce. Ona wyjechała i pracuje w zawodzie. Ostatnio ucząc bandę 50-letnich prawników sztuki XX wieku zdała sobie sprawę, że jej zawód, jej życie musi im się wydawać równie realne jak życie na Marsie. Bo to co jest dla niej codziennością dla nich jest tak egzotyczne. Ja mam tak samo. Moim uczniom- klientom moje życie wydaje się jedna wielką sesja jogi poprzerywaną z rzadka medytacjami i studiowaniem starożytnych pism. I wprawdzie w języku polskim kobieta zajmująca się jogą to jogini- jak bogini :) to ja określam się raczej -kura jogowa czyli kura domowa codziennie zmagająca się z tym żeby wymogi zawodu, który kocha wepchnąć w życie zwyczajnej kobiety. Czy to egzotyczne? nie, nie bardzo ale za to bardzo satysfakcjonujące :)

5 komentarzy: