.jpg)
Kiedyś w niedzielę nie przyszłoby mi do głowy żeby wejść na matę. Teraz, kiedy praktyka weszła w krwioobieg wyszukuję w ciągu dnia dwóch spokojnych godzin (plan minimalny-jedna) kiedy będę mogła pobyć sama ze sobą. Ja i moja stara zielona mata. A dziś mróz paskudny i małżonek naprawdę się poświęcił zabierając Małą na spacer.
Rozebranie się do koszulki i legginsów wymaga trochę samozaparcia ale od czego mamy surya namaskar- cykl powitania słońca. Kiedy na początku zajęć pytam moje grupy czy im zimno, ci zaawansowani wiedzą o co chodzi i od razu krzyczą - Nie! Ciepło, ciepło :)
Surya namaskar: 12 asan ułożonych w piękną, symetryczną sekwencję - klasycznie, po iyengarowsku to tadasana, urdhva hasta tadasana, uttanasana wydech, uttanasana wdech, adho mukha svanasana, urdhva mukha svanasana, caturanga dandasana i od tego momentu sekwencja się cofa. Cud, miód i fistaszki. Nim się zastanowiłam co robię trzasnęłam już 10 powtórzeń. I ledwie zdążyłam stanąć na rękach, na przedramionach, na głowie i zacząć zagłębiać się w stojące (parivritty moja miłość;) zmarznięta rodzina już była pod drzwiami. Żaba poszła spać a ja dokończyłam pracę. na koniec kilka skłonów, mostków, świeca i po praktyce. A potem spokój wewnątrz i satysfakcja. Niedziela to dzień święty właśnie dlatego, że bez szkody dla bliskich mogę sobie pojogować niemal do woli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz