niedziela, 21 lutego 2010

pracuję w...?

Spotkałam się ostatnio z kontrowersyjnym poglądem, że nauczyciele jogi prowadzący lekcje w dużych centrach fitness pracują w... burdelach! Rany boskie! I w dodatku błyskotliwe te słowa wypowiedziała do mojej klientki inna nauczycielka jogi. Opowiedziałam o tym zaprzyjaźnionej redaktorce portalu na temat i bulwersowałyśmy się razem. Na całego. W ciszy własnej sali,we własnej szkole jogi, albo na sali gimnastycznej, po godzinach, nie sztuka być prorokiem. Ale kiedy za ścianą rąbie "muzyka", na siłowni panowie o charakterystycznym kształcie walca ryczą pod wyciskanymi kilogramami, a ja mówię- bądź tu i teraz, wprowadź oddech do brzucha- i grupa potrafi za tym pójść to... to ja przepraszam za nieskromność, ale to jest małe mistrzostwo świata. Wykonuję ten zawód bo go kocham, i choć marzę o własnej sali (i będę ją w końcu mieć), to pracuję z ludźmi TAM gdzie oni są, gdzie chcą uczyć się jogi. Na trawie, w hotelu, w ich domach, u mnie w domu i w klubie fitness. I mam głęboko w ... nosie, jeśli ktoś uważa, że pracuję w burdelu, nazywając mnie tym samym prostytutką. Tak czy siak jestem zawodowcem  i kto wie, kto robi lepszą robotę? ;)
Uff. Już mi lepiej. Wyżaliłam się. Dzięki.

środa, 17 lutego 2010

odczarować słowo

Ooo już się zaczyna. Czuję jak bulgocze, jak narasta, pęcznieje i zaczyna pulsować. To zabawne, ale wg tradycji jogi menstruacja trwa dokładnie 4 dni. Jeśli jest krótsza trwa 4 dni, jeśli jest dłuższa trwa 4 dni. No cóż- moja trwa 7. Jestem odszczepieńcem. Uratuje mnie tylko praktyka menstruacyjna. Można poleżeć będąc pookładanym sprzętem i oddechem do brzucha porozluźniać nieubłagane skurcze. Można powolutku pootwierać się w łagodnych, podpartych stojących czy posiedzieć w dłuuugich kojących skłonach.
Kobiety podczas menstruacji często traktują same siebie bardzo źle, krzywdzą się, nie dają sobie czasu na regenerację i odpoczynek. To chyba dlatego, że to temat wstydliwy. Przecież żadna nie powie w biurze- przepraszam, źle się czuję, mam okres. Muszę sobie oddechami porozluźniać skurczoną macicę. Nie dając sobie prawa do specjalnego traktowania same zapracowujemy na kłopoty. Wieczne napięcie w narządach rozrodczych to murowane problemy ciążowe.
Na zajęciach im mam większą grupę , im bardziej początkującą, tym częściej, niemal z lubością mówię- panie z menstruacją nie robią tego i tamtego, panie z okresem powinny robić to tak i tak, menstruantki poproszę do siebie i zrobicie to i to. Uczę kobiety tego, że są wyjątkowe i zasługują na specjalne traktowanie, na dopieszczenie i uwagę. Taka prywatna krucjata. Mówić: okres, menstruacja- wyraźnie i dobitnie, żeby odczarować słowo zakazane, żeby zrobić coś dla siebie.

niedziela, 14 lutego 2010

14 lutego- so what!



Po sobocie ciężko. Sama w durne Walentynki- też ciężko. Ale po co załamywać ręce kiedy można je wykorzystać do czegoś bardziej konstruktywnego- patrz stanie na rękach. Dzień zaczęłam własnoręcznie upieczonym chlebem (dziękuję Truflo. Miałaś racje- nie może się nie udać). To mój pierwszy. Jest śliczny. Nie jest idealny, ale jest mój. A potem poszłam po całości- zrobiłam angielskie ciasto śmietanowe ze złotym syropem. Tak wspaniałe, że wręcz niemoralne. I tyle na dziś. Chciałam się tylko pochwalić.
Ps. praktyki nie było. Za smutna byłam.

piątek, 12 lutego 2010

nie mogę


I dziś nie będzie praktyki. Nie mogę, nie mam siły, nie chcę. Mam kaca. Mam kaca umysłu. Ile razy można polec, podnieść się i próbować ponownie? Ile? Ja mam za sobą pięć razy. Pięć cholernych egzaminów na prawo jazdy. Wczoraj śnieżyca szalała, facet obok nie odzywał się nic a nic a ja jechałam 30 km/godz. To mnie upokarza! To jest tak idiotyczne, że brak słów. Nie mam już siły reagować na wypowiedzi typu: TY nie możesz zdać! niemożliwe! No kto jak kto ale TY?! Jezusie Maryjo nie mogę i już. Nie nadaję się, nie ogarniam tego i nie chcę. Nie mam pojęcia jak przeprowadziłam wczoraj zajęcia. Miałam takiego doła, że nie pamiętam co mówiłam. Zamęczyłam grupę bo tylko to mogłam robić nie zastanawiając się specjalnie nad tokiem zajęć. Wróciłam do domu i regularnie zalałam pałę. Całe szczęście, że troskliwy małżonek pamiętał o regułach 5 przemian i zakupił mi porto. Dba o mnie- nie chce żebym się wychłodziła heh Obudziłam się o 4 ubrana, w makijażu, na kanapie i pod kołdrą. Nie mam na nic siły. Dziś będę się nad sobą użalać. Poskładam się przez weekend, a w poniedziałek zadzwonię do instruktora umówić się na jazdy. Małżonek nawet zaproponował, że pojedzie i mnie zapisze na następny termin. Cudownie. Jak to miło z jego strony. K..wa!!!

poniedziałek, 8 lutego 2010

dziś uratuję świat

Pojechałam. Wróciłam. Trzy dni po za domem- wakacje od codzienności. Restorative Joga wg Judith Lasater- rewelacja! Zawsze byłam "fizyczna". Im więcej "potu, bólu, łez i krwi" w praktyce tym lepiej. Ale teraz to się zmienia. To chyba kwestia dojrzewania jako kobieta-człowiek i kobieta-nauczyciel. Fascynuje mnie mnie odkrywanie tego co ukryte, subtelne, nieuchwytne. Skręt skóry na pięcie, oddech środkowymi zatokami czy takie ułożenie ciała na pomocach żeby natychmiast odpływało w relax. Supta badha konasana na wałku postawionym 45 st względem podłoża, bolstery pod udami i łokciami, koc pod głową, dłonie wyżej niż łokcie i pachnąca lawendą opaska na oczach sprawiły, że po kilku oddechach zatraciłam poczucie rzeczywistości i gdyby nie dźwięk dzwonka chybabym nie wróciła z miejsca bez czasu i materii, w którym się znalazłam. Kto raz doświadczył dobrej śavasany ten wie o czym mówię. Ponoć taka praktyka wystarcza w zupełności. Tak regeneruje ciało i umysł, tak łagodnie otwiera, że twarda praca w asanach nie jest już potrzebna. Nie dorosłam do tego, ale spróbuję podczas menstruacji. Judith mówi, że jedna dobra śavasana codziennie może uratować świat :) Proste? Nie, bardzo bardzo trudne. Żyjemy w świecie, w którym przyzwolenie do odpoczynku i regeneracji mają tylko dzieci, kobiety w ciąży, chorzy i starcy. Osoby w wieku produkcyjnym mają pracować i dać się eksploatować tak długo aż będą chorzy. Witamy w XXI wieku. Paranoja.
Dziś na zajęciach poratuję trochę świat. Zrobię moim grupom dłuuuugi relax (jeśli na sali nie będzie zbyt zimno).

środa, 3 lutego 2010

wprawa


Sutra II.46 mówi: sthitamsukham asanam- "każda asana powinna być wygodna, stabilna i taka, w której można długo stać".
Myślę o tym w parivritta ardhacandrze czyli stojąc na prawej nodze i podpierając się na lewej ręce, prawą rękę mam uniesioną pionowo, a lewą nogę poziomo- czyli skręcam tułów 180 st. Kiedy praktykujesz wiele rzeczy wydaje ci się trudnych i niemal niewykonalnych, ale wiesz, że dziesiątki, setki powtórzeń zbliżą cię momentu sthiramsukham. Taki jest fizyczny cel praktyki. Ale sens jest znacznie głębszy. Joga uczy mnie dzień po dniu zmagać się z trudnościami- i w asanach, i w życiu. Bo czy nie dążę do tego żeby znaleźć wygodę (w sensie usuwania tego co mi szkodzi), stabilność i czy nie szukam takiego sposobu na życie, żebym mogła długo żyć? Kiedy natykam się na problem "nie do rowiązania" i "ponad moje siły" to staram się go traktować jak wyjątkowo trudną asanę. Może dziś nie wychodzi mi najlepiej, utrzymuję równowagę ledwie kilka sekund, szybko słabną mi nogi, kręgosłup wygina się w pałąk i mam zapadnięty mostek, ale wiem, że to jedynie kwestia wprawy i wielu, wielu upartych powtórzeń.
Tak więc w przyszły czwartek po raz piąty pójdę na egzamin z prawa jazdy i nawet jeśli znów poleję, to będę lepsza niż za pierwszym razem ;)
A dziś pozachwycam się moją szarlotką. Jest bossska, bo... mam wprawę.