sobota, 30 stycznia 2010

po i przed



Wczoraj piątek. Za duża kolacja+ wino. Dziś sobota, śniadanie dla gościa (swoją drogą uwielllbiam przyrządzać śniadania dla gości- twarożek ze szczypiorkiem, jajka na miękko, chrupiące pieczywo z tostera) - też za duże. Piję kawę i czekam aż mi się w żołądku uleży żeby zrobić na macie choć podstawową pracę. W takiej sytuacji najlepsza będzie, na początek długa supta virasana na wałku, bo pomaga trawić. Odwrócone dopiero po porządnej sekwencji stojących wydłużających brzuch i skręconych. Najgorsze jest to, że dziś JA idę miasto (wczoraj małżonek był się bawił). Po spektaklu słodkie drinki w świetnym babskim towarzystwie i żarło naturalnie też będzie. Przy niedzielnej praktyce będę już w wadze słonia :) zostanie mi tylko wiszenie na linach i to pod warunkiem pomyślnie zaliczonego testu ich wytrzymałości heh
Dzwoniłam do mojego nauczyciela- warunkiem otrzymania od niego rekomendacji na następny egzamin będzie spędzenie z nim (przy asystach i prowadzeniu jego grup) w zasadzie całego nadchodzącego półrocza- niemal dosłownie. Witaj Krakowie.Witaj ponownie. Żegnajcie leniwe weekendy w domu. Kurde sama chciałam. Nikt z mojej grupy na Juniora I jeszcze nie startuje.
Yyyyyyyp idę na matę. Bo chce, bo muszę, bo kocham. Małżonek skacowany śpi, Żaba też (ona rzecz jasna nie skacowana ;)

środa, 27 stycznia 2010

czasem się nie da

Czasem pomimo ogólnie sprzyjających warunków po prostu nie robię praktyki i już. Znam nauczycieli, którzy robią wokół jogi takie halo jakby to było lekarstwo na raka, rozwiązanie problemu głodu w Afryce i metoda na zażegnanie konfliktu na Bliskim Wschodzie w jednym. A do mnie dziś przyjechała przyjaciółka i gadałyśmy o babskich sprawach- czytaj: diety, kuchnia, blogi (to Ona wprowadziła mnie w kosmos bloggera- hyymmm- dzieki kobieto:), no i oczywiście faceci, czy raczej kłopoty z nimi, bo inaczej się o nich raczej nie gada. Acha, no i jeszcze- co robimy w weekend, czy raczej gdzie idziemy pić wino heh. A idziemy, żeby gadać o tym samym naturalnie- diety, kuchnia, blogi, no i oczywiście faceci. A potem pojechała, a ja już miałam tylko czas na ugotowanie czegoś i to szybko. Kurczak caccitore, Nigelli, expresowo - od siebie dodałam tylko pieczarek (bo zmieniają właściwości mięsa) i zamieniłam kurczaka (bo wychładza) na indyka (bo neutralny) mmniam. I zaraz do pracy. Jeśli nie będzie burzy to to będzie udany dzień. Acha - jeszcze rano, specjalnie dla Niej upiekłam muffinki piernikowe :)
A praktykę zrobię jutro, rano. namaste

wtorek, 26 stycznia 2010

terapia jogą

I znów poszłam do pracy zdołowana. Zwykle mówi się "nie przynosić pracy do domu" a ja mi nie wolno przynosić domu do pracy. Wchodzę na salę i moi klienci oczekują uśmiechu nr 6, masy energii, zaangażowania, pasji i profesjonalizmu- i słusznie, wszak włąśnie za to płacą. Ale czasem trudno. Jestem kobietą, też mam PMS, okres i mogę się pokłócić z mężem. I choć mam do dyspozycji niesamowite narzędzie w postaci sekwencji terapeutycznych na wszystko ( z wyjątkiem sekwencji na ciche dni ;), to czasem mam ochotę odbębnić robotę i zatopić smutki w kieliszku dobrego czerwonego wina. Otóż nie da się. Nigdy nie odwaliłam zajęć byle jak, ale to nie moja zasługa. Wchodzę, gadam, ktoś się uśmiecha, odpowiadam, rzucam pierwszy żart (np. że obręcz siły w pilatesie to jak majtki korygujące Bridget Jones- nie widać, a wyszczupla) i już mi lepiej. Potem,kiedy wchodzi grupa jogowa jestem już taka nakręcona, że muszę się powstrzymywać żeby za dużo nie gadać. Jogowcy są mi bliżsi, dobra energia aż bucha z sali. Kiedy kończę pracę jestem na pranicznym haju. I kto tu komu pomaga? :) Ja Im czy Oni mi? ha! Jest po równo. Kurcze- kocham tę robotę. Ide ma matę. Mam ochotę na dłuuuugą adho mukha vrksasanę.

niedziela, 24 stycznia 2010

niedziela


Kiedyś w niedzielę nie przyszłoby mi do głowy żeby wejść na matę. Teraz, kiedy praktyka weszła w krwioobieg wyszukuję w ciągu dnia dwóch spokojnych godzin (plan minimalny-jedna) kiedy będę mogła pobyć sama ze sobą. Ja i moja stara zielona mata. A dziś mróz paskudny i małżonek naprawdę się poświęcił zabierając Małą na spacer.
Rozebranie się do koszulki i legginsów wymaga trochę samozaparcia ale od czego mamy surya namaskar- cykl powitania słońca. Kiedy na początku zajęć pytam moje grupy czy im zimno, ci zaawansowani wiedzą o co chodzi i od razu krzyczą - Nie! Ciepło, ciepło :)
Surya namaskar: 12 asan ułożonych w piękną, symetryczną sekwencję - klasycznie, po iyengarowsku to tadasana, urdhva hasta tadasana, uttanasana wydech, uttanasana wdech, adho mukha svanasana, urdhva mukha svanasana, caturanga dandasana i od tego momentu sekwencja się cofa. Cud, miód i fistaszki. Nim się zastanowiłam co robię trzasnęłam już 10 powtórzeń. I ledwie zdążyłam stanąć na rękach, na przedramionach, na głowie i zacząć zagłębiać się w stojące (parivritty moja miłość;) zmarznięta rodzina już była pod drzwiami. Żaba poszła spać a ja dokończyłam pracę. na koniec kilka skłonów, mostków, świeca i po praktyce. A potem spokój wewnątrz i satysfakcja. Niedziela to dzień święty właśnie dlatego, że bez szkody dla bliskich mogę sobie pojogować niemal do woli.

piątek, 22 stycznia 2010

początek


Wypadało by coś od siebie. Kobieta, matka, żona, nauczycielka jogi.
Mam przyjaciółkę na stałe mieszkającą w Londynie. Razem skończyłyśmy paraartystyczne studia, tu w Polsce. Ona wyjechała i pracuje w zawodzie. Ostatnio ucząc bandę 50-letnich prawników sztuki XX wieku zdała sobie sprawę, że jej zawód, jej życie musi im się wydawać równie realne jak życie na Marsie. Bo to co jest dla niej codziennością dla nich jest tak egzotyczne. Ja mam tak samo. Moim uczniom- klientom moje życie wydaje się jedna wielką sesja jogi poprzerywaną z rzadka medytacjami i studiowaniem starożytnych pism. I wprawdzie w języku polskim kobieta zajmująca się jogą to jogini- jak bogini :) to ja określam się raczej -kura jogowa czyli kura domowa codziennie zmagająca się z tym żeby wymogi zawodu, który kocha wepchnąć w życie zwyczajnej kobiety. Czy to egzotyczne? nie, nie bardzo ale za to bardzo satysfakcjonujące :)