poniedziałek, 15 marca 2010
comfort yoga
A gdyby tak, zamiast ćwiczyć z zaciśniętymi zębami i z kołaczącymi się w przemęczonym mózgu- mocniej, szybciej,dalej, poszukać praktyki przyjemniej, nieśpiesznej, dającej ciału i umysłowi wygodę. Praktyki domowej roboty, którą można w dowolnej chwili ściągnąć z póki, odkręcić pokrywkę i rozkoszować się jej zapachem i słodyczą. Poszukać ułożeń, w których ciało czuje się dobrze, obszary pozamykane łagodnie się otwierają, miejsca zapomniane na nowo nabierają świadomości, a na usta wypływa łagodny uśmiech Buddy. Comfort yoga dla ciała jak comfort food dla żoładka. Joga dobrego samopoczucia, joga zadowolenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Amen to that.
OdpowiedzUsuńWyjęłaś mi to z ust. Chciałabym tak umieć, to moje marzenie. Wybrać chwilę i pozycje, których pragnie moje ciało.
OdpowiedzUsuńKurko, a co zrobiłaś z nogami?
OdpowiedzUsuńheh nie mam!tak mi bylo wygodnie,ze se odjelam ;)
OdpowiedzUsuńAle to kazdy ma sobie znalezc swoja ulubiona pozycje? ;-)
OdpowiedzUsuńćwiczę i prawie mi wychodzi, tyle, ze krwia mi leci do głowy! Dziwne uczucie, ale fajnie się można odprężyć.
OdpowiedzUsuńZdjęcia mi natomiast nie ma kto zrobić:(
Wesołej wiosny!:))))