poniedziałek, 29 marca 2010
personal
Spędziłam intensywne (Piękny Pies uffff ;) cztery dni w Krakowie na szkoleniu pilates. Tym razem praca koncentrowała się na zagadnieniach treningu personalnego. Pani Szkoleniowiec przyleciała do nas aż z Australii i poprowadziła niesamowicie stymulujące i pouczające zajęcia. Praca "one on one" jest trudna i bardzo zżerająca energetycznie. Uwaga na kliencie na 120%. Analiza postawy, dogłębny wywiad i ścieżka treningowa dopasowana w każdym szczególe do potrzeb, możliwości i celów osoby ćwiczącej. Relacja niemal intymna. To fascynujące i wyczerpujące zarazem. Nauczyłam się fantastycznych rzeczy tylko, że ...no właśnie- mam takie dwie konstatacje poszkoleniowe:
1. A gdzie ja na grzyba mam prowadzić te wypasione treningi personalne?!
Czy znajdę takiego klienta w moim mieście? Wiem, że moje koleżanki w Krakowa i Warszawy prowadzą takie zajęcia z powodzeniem, ale czy u mnie znajdą się ludzie chcący wydawać przez kilka miesięcy grubą kasę za luksus spotykania się ze mną sam na sam?
2. I druga myśl, którą mam niemal zawsze po dobrym wyjeździe edukacyjnym z wybitnym szkoleniowcem - dalej nic kurde nie wiem! Idę się dalej uczyć!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Mam dokładnie takie same wątpliwości.
OdpowiedzUsuń... I jestem z Krakowa ;-)
Ja pewnie zapłaciłabym za osobistego trenera, bo bardzo mi się podoba pilates. Za to pewnie w moim mieście nie ma nikogo takiego. ;-/
OdpowiedzUsuńjakie miasto? moze kogos znam? :)
OdpowiedzUsuńPabianice. Łódź jest koło nich. ;-/
OdpowiedzUsuń