środa, 21 kwietnia 2010

się dzieje



Uff gorący okres za mną i przede mną. Kolejny, tym razem zupełnie samodzielny warsztat przeszedł do historii. Moi uczniowie jeszcze długo będą wspominać powitania słońca o7 rano na oszronionej trawie :) Joga na sali balowej XVIII wiecznego pałacu także dostarczyła nam niezapomnianych wrażeń. Praca była z założenia na poziomie podstawowym i dlatego 10 osób z 19 to zupełne niemal świeżynki były. Starałam się być dla nich łagodna, ale i tak dostali po ..... Nie ma siły - 8 godz.praktyki w trakcie jednej doby hotelowej musi siać spustoszenie. Any way- wszyscy byli zadowoleni, hotel się podobał, kolacja przy świecach zgodnie z założeniami zadziałała integracyjnie, a ja z miejsca, w którym zawsze odpoczywałam, wyjechałam umęczona ale przeszczęśliwa :)))
Co więcej, echa warsztatu okazały się być bardzo obiecujące- pałac chce wczasów dla zestresowanych (lipiec) i powtórki weekendowej (wrzesień) i dzwonił pan- właściciel niemożebnie wypasionego SPA z okolic Kłodzka, któremu mnie polecono. Też chce jogi i mnie (w sensie zawodowym rzecz jasna:), tylko nie wiem czy joga i ja chcemy pracować dla tego pana. Sądząc po jego www nie mamy wiele wspólnego.
W piątek zasuwam z małżonkiem na warsztat do Krakau. Żabę zostawiamy babci. Nie poszalejemy za wiele, ale zawszeć coś. Napisałam dziś wstępny konspekt comfort yogi i niemal podjęłam decyzję o wynajmie wymarzonej lokalizacji dla mojej szkoły. Sie dzieje, nie ma co. super :)